Ewa i Alek
  2003 - Myall Lake
 

Myall Lake  i Forster



Centralne wybrzeze NSW
Hawks Nest



Krotka przerwa w drodze, z pieknym widokiem


Na wspaniale zatoki


I nie mniej wspaniala plaze



Najblizsze okolice Myall Lake i Forster

 
Bulahdelah

Mala miejscowosc, w ktorej wynajmowalismy nasz plywajacy domek


Lezaca nad rownie mala rzeczka, ktora doplywalo sie do jeziora


Nasza wspaniala jednostka plywajaca


Nie bylismy jedynymi zeglazami, ale chyba jedynymi, ktorzy zaraz na poczatku urwali pol sroby - zasluga umiejetnosci sterowniczych Ewy


  Natomiast Alek tak sie tym przejal, ze musial sie co chwila wzmacniac a chcac jak najszybciej pokonac jezioro, nie zwazajac na mapy poplynal na skroty i o malo nie wpakowal nas na mielizne na jego srodku


Szczesliwie dotarlismy jednak do najodleglejszego zakatka, gdzie czekaly na nas przepiekne podwodne plaze


Dzieci probowaly windsurfingu


Ale deska byla troche dla nich za ciezka


Wiec wykorzystaly ja na inne sporty wodne


Ewa zazywala relaksu i paru innych rzeczy


A wyglodnialy Alek rzucil sie na smazenie kielbasek


Nawet nasze maly "hausboat"(brzydkie kaczatko) pieknie sie prezentowal w zachodzacym sloncu


Gorzej bylo, gdy w srodku nocy obudzilismy sie na srodku jeziora, pozostawiwszy kotwice gdzies w przybrzeznych piaskach


Na szczescie nie rozbilismy sie na pobliskich skalach, bo na czas obudzilo nas kolysanie i przy swietle ksiezyca udalo sie nam wrocic do brzegu


Kotwice znalezlismy, a wezwana ekipa naprawcza jakos ja z powrotem umocowala, wiec znowu moglismy oddac sie relaksowi


Przechadzac po szuwarach



Zazywac chlodnej kapieli


  Polujac przy okazji na piekne zdjecia


I w tej sielskiej atmosferze doczekac sie pieknego zachodu slonca


Nastepnego dnia ruszylismy w powrotna droge

I nawet udalo sie nam nie trafic w maly prom kursujacy miedzy przeciwnymi brzegami jeziora


A na nasz ostatni nocleg przybilismy do waskiego paska brzegu oddzielajacego jezioro od oceanu, na wszelki wypadek osadzajac nasz hausboat na piasku i przywiazujac go do drzewa


Tym razem szykowalismy deski surfingowe


Bo po krotkim spacerze


Przez zarosniete lasem wydmy

Mozna bylo dostac sie nad ocean


Co prawda fale nie byly za wielkie

Ale wystarczajace na krotkie jazdy


A pogoda byla przepiekna


Na wedrowki po plazy


I poszukiwanie najladniejszych muszelek


Nastepnego ranka wstalismy skoro swit, bo trzeba bylo na czas oddac nasza lodke, a przed nami jeszcze kilka ladnych godzin drogi


Okazalo sie jednak, ze tak sie zakopalismy w piasku, iz kilka godzin zajelo nam sciaganie jej z mielizny i gdyby nie slup z bramy pobliskiego kampingu, pewnie osiedlilibysmy sie tam na stale


Wszystko jednak dobre co sie dobrze konczy, bo w koncu jakos udalo sie nam ruszyc w droge


I zameldowac z powrotem w naszym porcie

 
Forster - Tuncurry

Po naszych zeglarskich przygodach podskoczylismy w celach krajoznawczych jeszcze troche dalej



Do dwoch przepieknie polozonych na wybrzezu miasteczek


Koloryt wody byl rzeczywiscie niesamowity


Plaza rownie piekna


A most laczacy Forster z Tuncurry niesamowicie dlugi


Na srodku dzielacej miasteczka rzeki usypala sie bielutka piaszczysta mierzeja


A przy swym ujsciu, pedzila ona w druga strone, poganiana przez cud natury czyli przyplyw
 

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 4 odwiedzającytutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=